|
Bitwa pod Sarbinowem | Nieszczęścia roku 1758 | Kult żab | Theodor Fontane |
|
Strona stowarzyszona ze Szlakiem Templariuszy |
| Theodor Fontane
Sarbinowo (Zorndorf) Tłumaczyła: Róża Wawrzyniak |
|
Moskiewski niedźwiedź z oblodzoną sierścią Christian Fr. Daniel Schubart
Pół mili na północ od Dąbroszyna leży Sarbinowo. Droga prowadzi najpierw przez głęboki wąwóz, który bezpośrednio za wsią przecina wzniesienie na kształt bramy i ciągle wznosząc się wychodzi na średniej wysokości płaskowyż. Podróż, która zaczyna się nader malowniczo, traci szybko swą atrakcyjność; w miejsce pokrytych liściastymi drzewami zboczy doliny pojawia się piasek i korzenie drzew, dopiero uroczo położone Sarbinowo znowu przerywa to monotonne pustkowi. Sarbinowo jest zamożne, jak prawie wszystkie wsie, gdzie rozegrały się bitwy. Czy wynika to z tego, że burzone w czasie walk zostają lepiej i ładniej odbudowane, czy też pola bitew, jak wielkie cmentarzyska, tworzą żyźniejszą ziemię uprawną? To wątpliwe. Być może jest jeszcze coś trzeciego. Odbudowa z gruzów tworzy po prostu nie tylko nową wieś, tworzy również, wskutek koniecznego wysiłku, bardziej zaradne pokolenie. A pilność i energia, raz wywołane, przechodzą dalej z ojca na syna. Nasz wóz zatrzymał się przed karczmą i mój na wpół zadomowiony w Sarbinowie towarzysz podróży zawołał na karczmarza. Z małego biednego sklepiku wyszedł dryblas, pozdrowił nas i stanął na wpół służbiście przy schodkach naszego wozu. Jego olbrzymia postać i małe drzwi sklepiku nie bardzo do siebie pasowały. Podobnie śmieszny stosunek istniał pomiędzy jego postacią a jego nazwiskiem. - Dzień dobry, panie Nonnenprediger . - Czy nie mógłby powiedzieć pan nam mniej więcej, co mu się udało
zebrać? I tak ruszyliśmy dalej, obok pięknego nowego kościoła, przed siebie.
Bezpośrednio za Sarbinowem zaczynają się tereny pola bitwy. Jest to
czworokąt, którego granice tworzą zagajnik koło dębnowskiego młyna i
Zicher Bach na północy i wschodzie, a na południu i zachodzie przez Myślę
i ciąg wzgórków, przy których leżą Krześnica i Sarbinowo. Na tym
kawałeczku ziemi rozegrała się bitwa. Pola są ukształtowane faliście,
ale parowy ciągną się nie poziomo z zachodu na wschód, lecz pionowo
z północy na południe, tak że cały teren ze swymi wzgórkami i małymi
obniżeniami terenu podobny jest do płyty stołu, na której leży olbrzymia
dłoń z rozstawionymi palcami. Będąca owego dnia ośrodkiem koncentracji
wojsk rosyjskich wieś Chwarszczany odpowiada nadgarstkowi. Tu spotkały
się wachlarzowato w jednym punkcie wszystkie wyżyny i niziny. Na
polach znajdujących pomiędzy zagłębieniami terenu, czyli między
Zaber (Żabim Strumieniem), a Galgengrunde (Potokiem Wisielca), rozstrzygnęły
się losy bitwy. Ściślej mówiąc, tu na lewym skrzydle wojsk pruskich
od Sarbinowa do Żabiego Strumienia stały gotowe do wymarszu w bój
oddziały Seydlitza . Stał w miejscu, z którego obserwował pole bitwy,
samemu będąc niewidocznym. Gdy król przysłał rozkaz: "Atakować pod
groźbą utraty głowy!" Seydlitz dał znaną odpowiedź: "Po bitwie moja
głowa będzie do dyspozycji króla, w czasie jej trwania niech mi
będzie wolno zrobić z niej użytek w służbie króla". Uważał bowiem,
że nie nadszedł jeszcze właściwy moment włączenia się jego wojsk
do walki. Ale w chwili, gdy zwyciężające wojska rodyjskie wysłały
do przodu swą jazdę, aby uderzyć w uciekające pruskie bataliony,
Seydlitz ruszył nagle na prawo, przekroczył strumień i wynurzył
się z doliny. I teraz jak burza, zamiatająca płaskowyż pomiędzy
Żabim Strumieniem a Potokiem Wisielca, poprowadził ów słynny w świecie
atak, zakończony pokonaniem najbliższego skrzydła wojsk rosyjskich.
Ten sam manewr powtórzony sześć godzin później przeciwko innemu
skrzydłu, zakończył dzień na korzyść króla. Seydlitz, także to zwycięstwo
wam zawdzięczam. Szosa z Sarbinowa do Chwarszczan przebiega płaskim grzbietem wzgórza pomiędzy doliną Żabiego Strumienia a Potokiem Wisielca, przecina więc dokładnie tę część pola bitwy, na której najgęściej padali zabici. Pokonujemy tę drogę o zachodzie słońca. Jego złota tarcza wisi nad zamglonym horyzontem, powietrze jest ciche i tylko wysoko w błękicie słychać jeszcze śpiew ptaków. Jedziemy wśród falujących zbóż. Około tysiąca kroków za Sarbinowem mijamy stare zabudowania jakiegoś gospodarstwa chłopskiego z płotem z desek i słomianym dachem. Następnie 500 kroków dalej na prawo przy drodze zauważamy ustawiony na kilku stopniach i wystający znacznie ponad łany zboża kamienny monument, który został zbudowany przez ludność tego powiatu 25 sierpnia 1826 roku właśnie na tym miejscu, gdzie zgodnie ze starym przekazem stał król i dowodził przebiegiem bitwy. Do tego punktu zmierza właśnie nasza wyprawa. Każemy się zatrzymać i szukamy polnej drogi. Ale niczego takiego nie można znaleźć. Tak rzadko bywają tu ludzie odwiedzający pole bitwy pod Sarbinowem, że nie opłaca się utrzymywanie drogi wiodącej do pomnika. Jest tylko uprawne pole, lub - jak napisał w swej pieśni Chamisso : przechodzi tędy pług. Po długim poszukiwaniu znajdujemy wreszcie bruzdę, która w linii prostej, choć całkowicie ukryta pod leżącymi w poprzek źdźbłami traw, doprowadza nas do pomnika. Stoimy teraz przed piaskowo- gliniastym wzgórzem w kształcie piekarniczego pieca, na którym wznosi się monument. Podejście jest strome i można wyraźnie rozpoznać, że pochylone uprzednio łagodnie ściany wzgórza zostały ścięte orką przez chłopa, do którego teraz należy pole, aby przez to mógł uzyskać kilka metrów ziemi uprawnej więcej. Egoizm chłopski był zapewne jedynym motywem, ale egoizm jest tu uważany za błogosławieństwo, a wzgórze ze swymi opadającymi teraz stromo ścianami, tu i tam porośniętymi ligustrem i kępami ostu, nadaje się wspaniale na postument zbudowanego na jego wierzchołku pomnika. Jest on najprostszy w formie. Składa się z trzech granitowych stopni, na najwyższym z nich wznosi się prostokąt, również z granitu. Całość jest najbardziej skromną kamienną budowlą wysokości człowieka. Na jednej z frontowych ścian widać fragment napisu: "Tu stał Fryderyk... M.D.C.C.L.VIII." Wszystko inne jest zatarte. Pomnik jest bardzo skromny. Ale widok na całe pole bitwy, które leży teraz o zmierzchu szare, mając w tle wieczorną zorzę, jest zachwycający. Wieczór przesyła powiew wiatru; w źdźbłach słychać ciche szmery i szelesty; zamilkły skowronki, a tylko z lewa i z prawa słychać nawołujące się przez pola ropuchy. Gnieżdżą się one jeszcze w dolinach Żabiego Strumienia i Potoku Wisielca, choć naturalnie nie tak jak niegdyś. Obie doliny dawno już przestały być właściwymi polodowcowymi rynnami, w których płynęła woda; uprawy osuszyły je, tylko tu i ówdzie zostało w zagłębieniu trochę wody. Starzy mieszkańcy zabiegają o jej utrzymanie przez pogłębianie tych małych zbiorników. Powiedzmy raz jeszcze: jest to skromny pomnik, który zachowuje pamięć o wielkim dniu Sarbinowa. Ale to dobrze, że jest skromny. Wspaniałe monumenty należą do miasta, do kręgu sztuki. Do lasów i pól należą pomniki, które włączają się w porządek przyrody. Przejście i stopienie się, nie przeciwieństwo. Sześciany i obeliski długo jeszcze będą najwłaściwsze na polach bitew. Mój towarzysz podróży, do którego wyraziłem tę myśl, położył mi rękę na ramieniu i powiedział uśmiechając się: Ma pan rację. Ten kamień potrafiłby coś na ten temat powiedzieć. W jego życie wkradło się mianowicie coś z istoty sztuki wyższego lotu. Ale nie było to szczęśliwe rozwiązanie. Na moją prośbę mówił dalej: Chętnie o tym opowiem. Nie powinno się niczemu Panu przemilczeć. Ale zmieńmy może teraz miejsce i zajmijmy taka pozycję, abyśmy mogli widzieć gospodarstwo chłopa Mertensa, ponieważ ta zagroda i jej mieszkańcy współuczestniczyli w tym zdarzeniu. Uczyniłem, jak zaproponował. Z pewnością widział Pan w dąbroszyńskim parku monument, który ma na swym szczycie Wiktorię Raucha . Monument ten kazał zbudować hrabia Hermann Schwerin, bardzo szlachetny i rozumiejący sztukę pan. Zaraz pan zobaczy, dlaczego od niego zaczynam. Było to około roku 1846, gdy u hrabiego w Dąbroszynie pojawił się przyjaciel z sąsiedztwa i opowiedział mu o pewnym blacharzu kostrzyńskim, który w zapale hurapatriotycznym wpadł na pomysł wykonania postaci Starego Fryca w ocynkowanej blasze. Poświęcał temu przez kilka lat wszystkie swoje wolne chwile. Stanął wreszcie wielki król, wysoki na siedem stóp i błyszczący jak cynowa łyżka. Ale nikt nie chciał go nabyć. Hrabia, który nie tylko miał zmysł do sztuki, ale też był panem bardzo dobrotliwym, pomyślał chwilę, zaakceptował zaoferowane dzieło sztuki, zapłacił żądaną cenę i wydał odpowiednie dyspozycje. Kilka dni później pomnik dotarł do Dąbroszyna. Ale nie Dąbroszyn był miejscem jego przeznaczenia. Hrabia z troską graniczącą z przeczuciem podjął inne decyzje. Był początek listopada. Pewnej nocy przed pałacem zatrzymał się drabiniasty wóz. Figura została szybko załadowana i nim minęło 10 minut, w towarzystwie podmajstra murarskiego i 3 czeladników wyruszono w drogę. Za wozem szło kilku służących. Przeszli cicho przez wąwóz i las, jeszcze ciszej przez Sarbinowo, obok zagrody Mertensa i wóz zatrzymał się tutaj, u stóp wzgórza. I teraz szybko, w prawie upiornej ciszy blaszany Fryc postawiony został na granitowym sześcianie. Może pan jeszcze zobaczyć, gdzie była zaprawa wapienna. Potem cichą nocą cały pochód jak przyszedł, tak i ponownie zniknął. Następnego dnia najstarszy syn Mertensa stanął w drzwiach domu, aby sprawdzić pogodę. Przypadkowo zerknął też w górę w stronę monumentu i zauważył, że na sześcianie stoi ludzka figura. Nie pomyślał przy tym nic złego i poszedł do stajni nakarmić konie. Gdy po godzinie znów stanął w drzwiach domu, zrobiło mu się nieswojo i zamruczał przed siebie: "A ten tam wciąż stoi!" Obudził starego. Wyszli przed dom wraz z całą czeladzią domową, ale wszystko zostało, tak jak było. "Ten drań ciągle tam stoi", powtórzył syn. I rzeczywiście, we mgle listopadowego poranka, nieporuszona i zagadkowa stała na sarbinowskim kamieniu bitewnym ludzka postać. Jakie hipotezy mogły powstać w tej szarej godzinie, trudno powiedzieć. Wreszcie, co zupełnie zrozumiałe, zaczęto mówić o upiorze. Mertensom to się raczej spodobało, ale hrabiemu Schwerinowi mniej. Dręczyło go jego artystyczne sumienie i o ile początkowo dobre serce zwyciężyło nad wyczuciem estetycznym, to teraz stało się odwrotnie. Gdy tylko hrabia tędy przejeżdżał, mijał "Starego Fryca" jak winę, która domagała się pokuty i zadośćuczynienia. Posąg dzielnie stawiał czoło zimowym burzom, ale niestosowność swego tu pojawienia się odpokutował utratą cynowego blasku. Pojawili się natomiast ponownie zamaskowani spiskowcy i posąg - jak potajemnie się pojawił - tak i zniknął. Krótka, pozbawiona radości egzystencja. Spiskowcy wraz z murarzem i jego ludźmi towarzyszyli figurze z powrotem do Dąbroszyna. Zaginęła ona w jednej z tamtejszych piwnic na węgiel. Całkowity zmierzch leżał teraz na polach, i czy to tylko chłód wieczoru, czy też miejsce, na którym staliśmy, spowodowało, że przebiegł mnie dreszcz. Potem przeskoczyliśmy ponad ścianą ligustru między wysokie źdźbła traw i wyciągając przed siebie ręce i piersi, przepływaliśmy prze łany zboża. Nie słyszeliśmy niczego poza ich cichym szmerem i szelestem. Nawet w samej kotlinie Żabiego Strumienia zrobiło się cicho, a rozmowa nasza ożywiła się dopiero wtedy, gdy wóz toczył się wiejską drogą, a w parskanie naszych koni rzucił nam swe życzliwe "dobry wieczór" chłop Mertens, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, że on i jego najstarszy syn byli właśnie bohaterami tej historii. Theodor Fontane (1819-1898), wybitny niemiecki poeta, pisarz, krajoznawca, autor reportaży. Dosł. z niem. kaznodzieja, kapelan zakonnic (powr.) Seydlitz Freidrich Wilhelm von (1721-1773), legendarny dowódca czasów wojen śląskich i wojny siedmioletniej prowadzonych przez Fryderyka II, którą ukończył jako dowodzący jazdą w randze generała. Chamisso Adalbert von, właściwie Louis Charles Adéláide de C. de Boncourt (1781-1838), pisarz niemiecki. Rauch Christian Daniel (1777-1857), wybitny niemiecki rzeźbiarz, autor projektu pomnika Wiktorii w Dąbroszynie. Do najwybitniejszych jego dzieł należą: pomnik Fryderyka II na koniu w Berlinie na Unter der Linden, grobowiec królowej Luizy w mauzoleum w parku pałacu Charlottenburg i inne. Rauch jest także autorem pomnika Mieszka I i Bolesława Chrobrego znajdującego się w Złotej Kaplicy katedralnej w Poznaniu. |
| Platforma interaktywna |
|
Theodor Fontane - Sarbinowo (Zorndorf) |
| projekt: |
copyright©: autorzy Szlaku Templariuszy 1998-2005 |