|
Pierwsze wrażenia po przyjeździe do Torunia:
Beaucent na wieży ratusza - wystawa jeszcze jest!
Wielka nadzieja na coś niezapomnianego towarzyszyła
mojej drugiej wyprawie do Torunia - na ostatnie chwile wystawy "Templariusze.
Historia i mit". Spod ratusza szybkie spojrzenie w górę i... wiem,
że się nie spóźniłem - wystawa jeszcze jest!
W muzeum spotykam starych znajomych. Są rycerze - templariusze i łazarze.
Jest Sławek Majoch - kurator wystawy,
Są ludzie ze Szlaku Templariuszy. Odległa muzyka delikatnie przenika ratuszowe
korytarze tworząc tło do pierwszych rozmów.
Miłą niespodzianką okazała się próba - a właściwie mini-koncert muzyków
ze Scholi Teatru Wiejskiego Węgajty w stylowych salach gotyckiego ratusza.
Zagrali specjalnie dla nas. Nie - nie dla nas. Nie dla kogokolwiek. Po
prostu zagrali. A ja poczułem pierwszy dreszcz...

Czas na kapitułę "Pod Aniołem" - mamy przecież tyle spraw do
omówienia. Brat Olivier stwierdził, że na kapitule będziemy się "konfratrować".

Na czym polega "konfratrowanie"?
Piwnica "Pod Aniołem" sąsiaduje z wystawą. W zasadzie dzielą
ją od niej jedynie zamknięte drzwi (no - może jeszcze system alarmowy).
Nie dziwi więc, że odpowiedni nastrój towarzyszy nam podczas rozmów. Na
wspólnych rozmowach wszystkich ze wszystkimi polega właśnie "konfratrowanie".
Choć mam wrażenie, że to co istotne dzieje się gdzieś w eterze wypełniającym
sąsiadującą przestrzeń.
Tematy - najróżniejsze: krucjaty, Reguła i życie codzienne w zakonie,
z rozważaniami na temat zwyczajów kuchennych templariuszy w Ziemi Świętej
włącznie, wspomnienia Oliviera z wypraw do zamków krzyżowców (z przygodami).
Oglądamy fotografie, nawiązujemy kontakty.

Jeszcze tradycyjna wspólna fotografia pod pomnikiem Kopernika po opuszczeniu
piwnicy "Pod Aniołem":

Ostatni dzień
Toruń jest jednym za najpiękniejszych polskich miast. Nie dziwi fakt
wciągnięcia toruńskiego Starego Miasta na listę światowego dziedzictwa
UNESCO. Warto zobaczyć wnętrza toruńskich kościołów: Świętych Janów, Najświętszej
Marii Panny, czy Świętego Jakuba na Nowym Mieście (oprócz tradycyjnego
zwiedzania domu Kopernika i zakupów toruńskich pierników). Nie zapominajmy
również o ruinach zamku krzyżackiego zburzonego przez toruńskich mieszczan
podczas wojny trzynastoletniej.

JOCULATORES DEI
Trubadurzy Chrystusa Pana
Pielgrzymka przez tradycję średniowiecznej pieśni religijnej
28 listopada, kilka minut przed siedemnastą. Siadam w przyciemnionej
sali na pierwszym piętrze muzeum (tej samej, na której spotkaliśmy się
podczas wernisażu, ale jakże odmiennej nastrojem). Płoną świece. Krzesło
rozstawione kręgiem wokół ognistego centrum ze stołem i czterema krzesłami.
Oczekiwanie.
Z oddali słychać rytmiczny odgłos bębna i liry korbowej. Nadchodzą muzycy,
okrążają centrum i siadają na przygotowanych miejscach. Rozpoczyna się
koncert. Słyszymy pieśni pielgrzymkowe krzyżowców, modlitwę ostatniego
trubadura z Prowansji, laudy franciszkańskie, pieśni Meistersingerów i
katalońską maryjną pieśń pielgrzymów. Znaleźliśmy się w innym świecie.
Patrzę na otaczających mnie ludzi. Mają zamknięte oczy. Czy potrzebna
jest jakakolwiek wiedza by czuć muzykę? Wszystko mi jedno. Słucham.

Nagle cisza. Przerwa. Ale nikt nie wstaje z miejsc.

Nadszedł czas na pieśni lirnickie i dziadowskie. Słuchać stary polski
język. Ale i "Duchowny stich" zasłyszany w Gminie Staroobrzędowców
Grabowe Grądy.
Koniec. A później dwa bisy z zaskakującym instrumentarium. Niesamowite!
To wszystko dzięki muzykom ze Scholi Teatru Wiejskiego Węgajty w składzie:
Johann Wolfgang Niklaus, Jacek Hałas, Maciej Kaziński, Serhii Petryczenko.
I instrumentarium: lira korbowa, fidel, rebek, koboz, gardon, gemshorn,
szałamaja. Niektóre z instrumentów widziałem i słyszałem pierwszy raz.
Na przykład strunowy instrument wielkości wiolonczeli, którego używa się
w sposób przypominający grę na bębnie.

Teraz możemy ostatni raz spojrzeć
na wystawę. Przy okazji poznaję osoby, które mogły tu się pojawić
dopiero dziś, na zakończenie wystawy.

Spotkała nas miła niespodzianka. Muzycy zaśpiewali jeszcze
raz. Tutaj.

Można też dać się oprowadzić kuratorowi wystawy - Sławomirowi
Majochowi, wspomaganemu przez templariusza :-)

I porozmawiać. Czyli ciąg dalszy "konfratrowania".

Kilka słów...
Podziękowanie dla Sławka i Agnieszki Majochów. Za to,
że potrafili wytrzymać w ciągu tych kilku tygodni tabuny obcych ludzi
we własnym domu, w tym również barbarzyńców takich jak ja (barba
to broda po łacinie).
To pierwsza taka wystawa i to nie tylko w Polsce. Być
może nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy - ale nie codziennie udaje
się zgromadzić w jednym miejscu tyle unikalnych eksponatów. I tylu unikalnych
ludzi.
Największa wartość? Iskra, która między nami przeskoczyła.
Ale by przeskoczyła - trzeba było stworzyć do tego odpowiednią atmosferę.

20.45 - ostatnie spojrzenie na ratuszową wieżę...
tekst: Maciej Sałański
foto i podpisy: Maciej Sałański, Archiwum, Iga
|