|
Pokrewne artykuły: Templariusze
| Chwarszczany
| Kaplica templariuszy
w Chwarszczanach | Templariusze
w Chwarszczanach | Komandorie
w Polsce | Rurka
| Myślibórz
| Sulęcin
| Czaplinek
| Wielka Wieś
| Oleśnica Mała
| Lietzen
| Łuków
| Templariusze
nad Myślą
Nie trzeba nas było długo namawiać. Turniej
rycerski w Chwarszczanach, wykopaliska i szansa pogadania ze specjalistami
o Templariuszach i Maciej wraz ze swoją wspaniałą rodzinką to dość doskonałych
powodów, żeby zrobić 1000 km w jedna stronę i spędzić wspaniałe dwa dni.
1000 km, które dzieli nasze belgijskie Enghien i maćkowy sielski Gudzisz.

jedno z obiecanych zdjęć komandorii w Vaillampont
Wyjechaliśmy rano w piątek, takim dość późnym świtem, bo czekaliśmy na
zdjęcia z komandorii w Vaillampont, które obiecaliśmy Maćkowi. Po drodze
spadły na nas wszelkie możliwe plagi drogowe! Były roboty drogowe i korki,
były wypadki (szczęśliwie bez naszego udziału czynnego), staliśmy więc
dość długo na rozgrzanej słońcem autostradzie. Potem był długo zamknięty
przejazd kolejowy i dwie holujące się ciężarówki, z których ta holowana
nie miała prawie zupełnie jednej opony i wydawała jadąc potworne dźwięki
nie mówiąc już o smrodzie palonej gumy. Wąska i kręta droga nie pozwalała
nam wyprzedzić tego potwora przez dłuższą chwilę.
Trochę po 22 dotarliśmy jednak do Gudzisza i Maćka, u którego było już
kilka zupełnie dla nas nieoczekiwanych osób. Poznaliśmy więc Dorotę, Agnieszkę
i Krzyśka, Ewę i Piotra oraz osobistą narzeczoną Kuby, którego poznaliśmy
już wcześniej, niezmiernie miłą Paulinę. Oczywiście była Dorota i wesolutka
Jagódka:) Oczywiście na miejscu był też już Błażej, schowany w cieniu kaptura swojej kurtki.
Było tez ognisko i pyszny razowy chlebek i ogórki kiszone i mnóstwo innych
rzeczy ale chlebek i ogórki przebijały u nas wszystko inne, pewnie dlatego
też, że tak rzadko je jadamy. Ach ci barbarzyńscy Belgowie!
W Gudziszu w nocy widać niebo tak jak nigdzie indziej. Zanim wstał księżyc
gapiliśmy się na gwiazdy i planety, na tysiące świetlnych punktów na niebie,
o które niemalże zahaczaliśmy głowami. W pewnej chwili dym z ogniska unosił
się w taki sposób, że kiedy zadzieraliśmy głowy wydawał się on przechodzić
w Mleczną Drogę. Wiemy wiec już teraz, że kiedy na niebie ją widać to
znaczy, że w Gudziszu płonie ognisko i ludzie wokół niego się śmieją!
Jechaliśmy do Chwarszczan z ideą popularyzowania tego co się tam dzieje.
Chcieliśmy, wykorzystać Projet Beauceant do opowiedzenia, że Templariuszami
można zajmować się poważnie i krytycznie, że naukowe badanie nie są marudne,
że warto obalać legendy bo prawda historyczna nie jest wcale mniej interesująca.
Mieliśmy wiele nadziei na ciekawe kontakty i nie zawiedliśmy się wcale.
Zaczęło się w sobotę...
Sobota
Po śniadanku postanowiliśmy wszyscy wybrać się na zwiedzanie okolic.
Turniej miał się rozpocząć wczesnym popołudniem, więc było trochę czasu
i trzeba było wykorzystać obecność Błażeja, który odzyskiwał natychmiast
wigor i ożywał kiedy rozmowa schodziła na średniowiecze albo kiedy miał
nam pokazywać to co się z niego zachowało. Bardzo mu to leży na sercu,
żeby chronić i popularyzować to co cudem przetrwało wojny, bombardowania
i ludzką głupotę. Błażej pokazał nam Rurkę, Chojnę i ...no właśnie było
tego tyle, że nie pamiętam pozostałych nazw. Były kapliczki i wielkie
kościoły, gotycki ratusz i kamienie w szachownice... Kilka godzin "ciężkiej
pracy" i dziesiątki zdjęć. Będę musiała poprosić o pomoc Maćka, bo
z całą pewnością sama nie będę potrafiła podpisać poprawnie zdjęć!
Po powrocie do Chwarszczan postanowiliśmy wszyscy razem zostać i obejrzeć
pojedynki rycerskie. Wyglądały one całkiem nieźle, tylko salwy śmiechu
zgromadzonych wywoływały przydomki jakie przyjmowali rycerze. Trudno było
wczuć się w epokę słysząc, że zaraz będzie walczył rycerz Zając z rycerzem
Rzepą:) albo rycerz Suchy z rycerzem Zwierzakiem:) Ale same walki były
ciekawe i warto było się poprzyglądać, szczególnie z bliska. I tutaj natychmiast
okazało się, że Maciej zna kogo trzeba a właściwie wszyscy na nazwisko
Sałański byli gotowi przychylić nam nieba. Maciej poszukał, popytał o
znanego nam z czata Brata Bule i już niebawem rozmawialiśmy z nim i innymi
rycerzami. Próbowałam się dopytać jak zdobyć szaty, które nosili i dowiedziałam
się, że trzeba mieć babcine lniane prześcieradła i wiele zdolnych kobiet
w rodzinie. Potem trzeba zadbać o kondycję bo całość jest bardzo ciężka.
Długo oglądaliśmy z Olgierdem (bratem Olivierem) zdjęcia jakie zrobił
w zamkach w Ziemi Świętej, podziwialiśmy jego ubiór, postawę (dyscyplinę
i postawę zawodowego żołnierza było widać od razu) i ogień jaki zapałał
się w jego oczach kiedy opowiadał o tym co widział. Olgierd z całą pewnością
urodził się o jakieś 800 lat za późno.
Okazało się, że nasz Projet Beauceant jest znany, co sprawiło ogromna
przyjemność Tofowi, który pracuje nad nim już ładnych parę lat. Opowiedziałam
Olgierdowi jak mało znana jest historia Templariuszy w Polsce, jak frankofoni
nie chcieli mi wierzyć, że wpływy zakonu sięgały dzisiejszych ziem polskich.
Chyba go to bardzo zabolało.

Ponieważ nigdy wcześniej nie widzieliśmy z Tofem wnętrza Chwarszczańskiej
kaplicy Olgierd zaproponował, że nas oprowadzi. Oczywiście z radością
przyjęliśmy propozycję i nie pożałowaliśmy. Olgierd, dumnie i z wielką
wytrzymałością noszący swój ubiór Templariusza ważący chyba tonę oraz
niezmordowany i zawsze uśmiechnięty Maciej pokazali nam dość dokładnie
te perełkę. Przybladłe kolory fresków dają dzisiaj tylko wyobrażenie o
tym jak wyglądały te malowidła w czasach świetności. Szkoda, że freski
tak niszczeją wskutek wilgoci, szkoda, szczególnie, że to niezwykła dekoracja
średniowieczna. Dzięki Olgierdowi wdrapaliśmy się też na wieżę.
Po południu była bitwa. Templariusze pod wodzą Olgierda bili się dzielnie.
Cała inscenizacja miała pokazać jak choćby w wielkim przybliżeniu wyglądały
walki w Ziemi Świętej. Palące słońce było na posterunku i warunki na rozgrzanej
łące musiały być zbliżone do tych w jakich rzeczywiście bili się Templariusze.
Najpierw był atak, padali zabici, potem krótka przerwa, w której dziewczyny
w prostych, średniowiecznych sukniach podawały rycerzom wodę w dzbanach
i potem znowu ponawiano natarcie. Po obu stronach rycerze i serwitenci
zrywali się do boju, który trwał krótko ale wyglądał imponująco, bo sprawiał
wrażenie bardzo autentycznego. Ciosów nie markowano a podrapane hełmy
i tarcze dawały temu świadectwo. Olgierd bardzo zapraszał nas na rycerską
mszę w Chwarszczańskiej kaplicy i solennie obiecaliśmy przyjść ich zobaczyć
następnego dnia o 11.
Piliśmy piwo i gadaliśmy, obgryźliśmy kukurydzę i wypiliśmy jeszcze trochę
piwa a potem pojechaliśmy oglądać wykopaliska. I znowu bezcenna okazała
się pomoc Maćka, który nas wszystkim przedstawił, a to otwierało wszystkie
drzwi i serca. Żeby pogadać spokojnie umówiliśmy się z archeologami na
następny dzień rano. Skorzystaliśmy jednak ze względnego spokoju na terenie
wykopalisk i zrobiliśmy wiele zdjęć, Znowu dzięki temu, że byliśmy z Maciejem
mogliśmy wszędzie wejść i sfotografować wszystko co tylko chcieliśmy.
Mamy więc na filmie wszystko co znajduje się w czterech wykopach.
Niedziela
Rano zaczęła się praca, rozmowy, rozmowy, rozmowy. I znowu Maciej okazał
się być najlepszym z przewodników. Trochę obawialiśmy się, że z nami profanami
nikt nie będzie chciał gadać. Przemek Kołosowski, szef wykopalisk archeologicznych,
okazał się człowiekiem konkretnym i otwartym. Idea współpracy spodobała
mu się i teraz tylko pozostaje to skonkretyzować, to znaczy: Agnieszka
zabieraj się do roboty !!! :)
Wszyscy z zespołu badawczego byli wspaniale otwarci i serdeczni, dostaliśmy
materiały i co najważniejsze obietnicę współpracy a z naszej strony przyrzekliśmy,
że będziemy robić jak najszybciej i jak najrzetelniej reklamę wszystkiemu
co w Chwarszczanach się dzieje. I nie tylko w Chwarszczanach, bo Sławek
Majoch organizuje w Toruniu wystawę o Templariuszach (od połowy września
do końca listopada) i to tez jest ewenement w skali europejskiej i w tej
skali powinien być reklamowany, do czego zamierzamy się choćby odrobinkę
przyłożyć :)
 |
 |
 |
 |
 |
| po mszy |
w Cychrach |
Dargomyśl |
Chwarszczany |
Dolsko (wczoraj) |
Koło południa wyruszyliśmy na kolejna wycieczkę tym razem do Cychr i
Dargomyśla, w których zachowały się fragmenty starych, ufundowanych przez
Templariuszy kościołów. I znowu Błażej, który pojechał z nami był wspaniałym
przewodnikiem.
Resztę popołudnia spędziliśmy u Macieja, a mnie zaczęła ogarniać smutna
świadomość, że oto już kończy się ten weekend i trzeba wracać do codzienności.
Rosła we mnie również świadomość, że trzeba te codzienność nieco zmienić
i zabrać się poważnie do pisania !:)
Wracaliśmy do domu nocą. Obudziłam się o 3 nad ranem na rozłożonym fotelu
samochodu mknącego, pod czujnym okiem Tofa, do domu. Dojeżdżaliśmy do
Holandii. Na niebie, nisko nad horyzontem było widać Wielki Wóz i Gwiazdę
Polarną. Myślałam o Gudziszu i ognisku, wspominałam i kombinowałam jakby
tu jak najszybciej wrócić. Minęła jakaś godzinka i gwiazdy zaczęły znikać,
niebo zrobiło się nijakie. Czy w kraju oświetlonych autostrad do jakiego
właśnie dojeżdżaliśmy nie ma gwiazd? Nie można przecież marzyć w świetle
latarni. Trzeba wracać do Gudzisza.
Dziękujemy serdecznie i najcieplej jak potrafimy Maćkowi, jego żonie
Dorocie, ich dzieciom: Jagódce, Kubie i Paulinie (chyba mogę tak napisać?:),
ich przyjaciołom: Dorocie, Krzysztofowi, Ewie i Piotrowi, małej Agnieszce,
tajemniczo "snującemu się" Błażejowi za ten wspaniały weekend.
wrażenia spisała: Agnieszka Staf 
foto: A&Ch Staf
|