|
We wtorek 9 listopada włoskie agencje prasowe
poinformowały o odnalezieniu w Watykanie poszukiwanego od kilkuset lat
(?!) protokołu z wyrokiem uniewinniającym templariuszy wydanym przez Klemensa
V latem 1308 roku. Niejaka Barbara Frale1
odkryła pokaźnych rozmiarów dokument, z którego treści wynika, iż papież
oczyszcza czy wręcz uniewinnia wielkiego mistrza Jaquesa de Molay i jego
towarzyszy z zarzutu herezji. Prasa przytacza już ponoć pierwsze wypowiedzi
historyków, którzy pochwalają Klemensa za odwagę i próbę podjęcia samodzielnej
decyzji w tej drastycznej, politycznej (?) sprawie. Tak naprawdę, to ta
"sensacja prasowa" trąci nieco stęchlizną. Jest koniec roku
2004, a dr Frale odkryła dokument 13 września 2001 roku! I znowu, jak
od wieków ktoś usiłuje wywołać sensację, bo sprawa dotyczy templariuszy,
a ci bez sensacji i tajemnicy tracą przecież swój urok i sens.
Ja raczej sceptycznie podejdę do tej sensacji
i analizując opracowania dziejów zakonu zobaczę, co robi Klemens V latem
1308 roku.
Marion Melville2
dość szczegółowo omawia okres od 29 maja do 24 sierpnia 1308 roku. W tym
czasie da się wyraźnie zauważyć wahania papieża i determinację Filipa
i jego legistów. Do prawdziwej próby sił pomiędzy nimi doszło podczas
publicznych obrad zgromadzenia kardynałów. Guillaume de Plaisians wykrzyczał
tam w imieniu króla jadowitą mowę ułożoną wcześniej wespół z Guillaume
de Nogaret, kończąc ją brutalnie bezczelnymi słowy: "Przeto Ojcze
Święty, ponieważ król, baronowie i cały lud w królestwie żądają, aby ta
sprawa została szybko zakończona, raczcie załatwić ją jak najszybciej.
Inaczej będziemy zmuszeni przemówić do Was innym językiem!" Klemens
spokojnie odpowiedział, że po zbadaniu sprawy osądzi ją "bez zwłoki,
lecz również bez pośpiechu i w sposób godny Kościoła". Były to ostatnie
chwile nadziei na ocalenie zakonu. Być może, że właśnie teraz papież przygotował
dokument uniewinniający templariuszy spod zarzutu herezji, aby w odpowiednim
momencie wyciągnąć go z rękawa. Pod koniec Czerwca zirytowany Plaisians
postanowił pchnąć sprawę do przodu, zgodnie z wytycznymi Filipa. Przedstawił
Klemensowi siedemdziesięciu dwóch templariuszy, pragnących według niego
świadczyć o znieprawieniu zakonu. Jednocześnie w Poitiers rozpuścił pogłoski
"że Filip zamierza ekshumować i spalić kości zmarłego papieża Bonifacego
VIII". Sprawa Bonifacego była straszakiem wymierzonym zarówno w Klemensa,
jak i w cały Kościół. Nie miejsce tu na jej przedstawianie, dość powiedzieć,
że na samo jej wywołanie papież "zachorował z trwogi". Tak więc
pomimo, iż strwożony Klemens twierdził, iż tych siedemdziesięciu dwóch
templariuszy przesłuchał osobiście, to wiemy, że mówił nieprawdę. Na jego
polecenie dokonali tego czterej kardynałowie, z czego trzech to zdecydowani
stronnicy króla Filipa. M. Melville zauważa bez ogródek, że gdyby Klemens
chciał rzeczywiście wszcząć poważne śledztwo, to "nie mógłby wybrać
gorszych zastępców". 5 lipca poszedł na kolejne, wielce przykre,
ustępstwa. Przywrócił uprawnienia wielkiemu inkwizytorowi Guillaume de
Paris i choć uzależnił jego działania od postawionych przez siebie dwu
warunków, to chyba sam już nie wierzył w pomyślny dla zakonu rozwój sytuacji.
Pod koniec lipca po raz ostatni zdobył się na jakiś wysiłek na rzecz templariuszy.
Zastrzegając, iż osobiście osądzi wielkiego mistrza i dostojników, zażądał
sprowadzenia ich do Poitiers. Dla króla nie stanowiło problemu nie dopuszczenie
do tego aktu. Pod pozorem zgody na papieskie żądanie wysłano z Paryża
konwój więźniów do Klemensa. Jakub de Molay, Hugon de Pairaud, Golfryd
de Charnay, Golfryd de Gonneville i Raymbaud de Carond opuścili Paryż
z nadzieją w sercach, lecz pod opieką Jana de Jamville, zaufanego sługi
króla. Jego zadanie polegało na tym, aby konwój nie dotarł do Poitiers,
więc pod pozorem zmęczenia i choroby więźniów, zatrzymano ich w zamku
Chinon. Dla Klemensa ta brutalna demonstracja królewskiej siły wystarczyła,
aby znów "zachorować z trwogi". Wyczerpany, zalękniony, zadowolił
się wysłaniem do Chinon trzech wiadomych kardynałów, polecając im "wysłuchać
i udzielić rozgrzeszenia". Do Chinon pospieszyli także obaj legiści,
Nogaret i Plaisians, z pewnością mocno dzierżący sprawę w swoich rękach.
W ten sposób unicestwiona została ostatnia nadzieja templariuszy oraz
jakaś mrzonka miotającego się w ambiwalentnych uczuciach Klemensa. Zanim
jeszcze kardynałowie zdali sprawę z wysłuchania dygnitarzy zakonnych,
papież miał już gotowy tekst bulli Faciens misericordiam. Ową bullą ustanowił
komisję, której zadaniem będzie przygotowanie procesu templariuszy, jako
całości, jednostki zakonnej, nie zaś poszczególnych rycerzy z osobna.
W tekście bulli Klemens pozostawił jedynie nikły cień wątpliwości, co
do zarzucanych templariuszom karygodnych czynów. Datowanie bulli uświadamia
nam stan ducha papieża - 12 sierpnia. Kardynałowie do Chinon przybyli
14 sierpnia (!), a sprawozdanie zredagowali 24! W tymże czasie Klemens
V nie brał juz pod uwagę możliwości ostatecznego uniewinnienia zakonu,
wydał nawet zarządzenie, iż dobra templariuszy zostaną przeznaczone na
wyzwolenie Ziemi Świętej. Wiedział już, że Templum zostanie unicestwione.
Malcolm Barber3
z kolei nie pozostawił papieżowi ani chwili na rozterki. Twierdzi, że
Klemens sprzeciwiał się tylko działaniom władzy świeckiej we Francji,
które były jawnym naruszeniem prerogatyw papiestwa. Przejmując ponownie
sprawę w swoje ręce, zabezpieczyć pragnął jedynie swój osobisty interes.
Jego kroki podejmowane latem 1308 roku polegały tylko na spowolnieniu
królewskiej akcji, którą widział już jako udaną, której on się nie jest
w stanie przeciwstawić. Jeśli sporządził wówczas dokument uniewinniający
templariuszy, to miał on prawdopodobnie na celu tylko odsunięcie procesu
w czasie. Wszak miał na głowie jeszcze sprawę Bonifacego!
Regine Pernoud4
upraszcza sprawę potyczek roku 1308. Zwraca tylko uwagę na brak zgody
papieża na skazanie templariuszy, którzy oskarżyli się podczas przesłuchań
papieskich. Kościół nie zgadzał się na skazanie "pokutujących",
zaś "pojednani już z Kościołem" templariusze powinni być uznani
za pokutujących grzeszników.
Martin Bauer5
nie analizuje chronologicznego ciągu wydarzeń po aresztowaniach z 13 października
1307 roku. Stawia jednak kilka pytań odnośnie tekstu bulli Pastoralis
praeeminentiae z 22 listopada 1307, kiedy to już wówczas nie ma mowy o
niewinności Zakonu, za to jest nakaz aresztowań w całej Europie. "Czyżby
Klemens uważał oskarżenia za absurdalne i wydał bullę tylko po to, aby
Kościół mógł objąć kontrolę nad procesem templariuszy? Czyżby próbował
zabezpieczyć dla Kościoła majątek Zakonu, ponieważ wiedział, że templariusze
stoją na z góry straconej pozycji?"
Są to zasadne pytania i choć nigdy nie poznamy
jednoznacznej na nie odpowiedzi, to kompromitacja Klemensa jako głowy
Kościoła wydaje się już w tym momencie oczywista. Gra w podchody roku
1308 wygląda zaś na schizofreniczne pląsy ludzi chorych na władzę, gdzie
wszystkie chwyty i figury są dozwolone.
Piers Paul Read6
stara się starannie odsiać mit od fikcji, opierając swe dociekania na
najnowszych badaniach historyków. Choć uważa, że Klemensa "niełatwo
było zastraszyć lub sprowokować do pośpiesznych działań", to jednak
potwierdza, że w bullach papieskich ogłaszanych podczas lata 1308 roku,
zwłaszcza w Faciens misericordiam Klemens V potwierdzał głoszoną przez
króla wersję wydarzeń. Zapewniał zarazem, że monarcha postąpił tak, jak
postąpił, "nie z chciwości", lecz pod wpływem "zapału,
należnego ortodoksyjnej wierze i stąpając po wyraźnych śladach swoich
przodków". Papież upoważnił wszystkich biskupów do powoływania w
diecezjach komisji regionalnych, których zadaniem miało być osądzenie
znajdujących się w ich jurysdykcji "heretyckich templariuszy".
Śledztwo w sprawie zakonu jako całości miało być prowadzone przez ośmiu
papieskich komisarzy, a kardynałowie wysłani do Chinon mieli dygnitarzy
z Jakubem de Molay na czele. Po wydaniu tych rozporządzeń Klemens zwołał
sobór generalny kościoła, który miał się zebrać w 1310 roku w Vienne.
Na tle ogólnej sytuacji samego papieża, jak i
Kościoła, przypuszczać można, że Klemens V doszedł do wniosku, iż w imię
Kościoła musi poświęcić templariuszy. Jestem przekonany, że nie wierzył
on w ich winę, bał się jednak bardzo i to nie tylko Filipa. Pod jego silnym
naciskiem uciekł się tylko do swej ulubionej taktyki odwlekania decyzji
i starał się uciec od Filipa dosłownie. Na obrzeżu Prowansji, w krainie
Venaissin, znalazł dla siebie enklawę nad brzegiem Rodanu. Było nią miasto
Avinion. W sierpniu 1308 roku oznajmił, że tam właśnie Kuria Papieska
przeniesie się z Poitiers.
Jak widać, u P.P. Reada nie ma miejsca na wahania,
a tym bardziej na uniewinnienie templariuszy. Ponownie nasuwa się wniosek,
iż dokument (jeśli w ogóle powstał) miał zostać wyciągnięty "z kapelusza"
w krytycznym momencie, powodując ogromne zamieszanie i dalszą zwłokę.
Pamiętajmy też, że Klemens był poważnie chory i doskonale zdawał sobie
z tego sprawę. Może na wypadek swojej nagłej śmierci przygotował templariuszom
"ratunek zza grobu"? Obracamy się nieustannie w sferze domysłów
i tak już, mam nadzieję, pozostanie. Ileż to literatury powstało na kanwie
"sprawy templariuszy", ileż jeszcze powstanie. Czy można dopuścić,
aby ten proces zakończył się suchym stwierdzeniem dowiedzionych ponad
wszelką wątpliwość faktów? Nie, po stokroć nie!
Na zakończenie ustosunkuję się jeszcze do treści
artykułu, który pojawił się na stronie internetowej www.templariusze.org
- "Templariusze. Płomień niewinności. Badania Adriano Forgione".
Ów Adriano jest wydawcą bardzo poczytnego we Włoszech czasopisma "Hera"
oraz producentem programów dokumentalnych dotyczących sekretów religii
starożytnego Egiptu. Na język polski tekst przetłumaczył Grzegorz Kowalski.
Zawarte już na samym początku artykułu stwierdzenie
Forgione, iż de Molay był przywódcą "struktury militarnej zakonu"
klasyfikuje tego badacza do ligi fantastów. W domyśle pozostaje ta inna,
ukryta przez wieki struktura, z mądrym i przewidującym przywódcą, na pewno
nie analfabetą jak Jakub de Molay, realizująca PLAN. Dalej Forgione pisze,
że "do dnia dzisiejszego Klemens uważany był za papieża słabego,
a jego współodpowiedzialność za upadek Świątyni była niezaprzeczalna".
Cóż to znaczy "do dnia dzisiejszego"? A czy coś się zmieniło?
Według A. Forgione tak, bowiem pani Barbara Frale odkryła w Tajnych Archiwach
Watykanu dokument, który, "jak uważali badacze, zaginął przed wiekami".
To znaczy, że go znali, wiedzieli o jego istnieniu! Dokument zawiera ponoć
"jedyny dowód przyznania się do winy Jakuba de Molay". Dalej
następujący passus: "dokument nie interesował badaczy być może dlatego,
że przez wiele lat sądzono, iż znajdował się w zajętym przez Napoleona
archiwum papieskim, które w drodze do Paryża zostało okradzione z wielu
dokumentów dotyczących procesu templariuszy". Nie wiem, o czym chce
nam powiedzieć badacz Forgione, nie widzę tu żadnej logiki; wiadomo było,
że dokument istniał, ale sądzono, że ukradł go Napoleon. I co? Dalej Forgione
twierdzi, iż ten dokument ujawnia "fakty, których nikt nie byłby
w stanie sobie nawet wyobrazić." Ech, ci Włosi! Przecież już po zapoznaniu
się z ułamkiem literatury dotyczącej templariuszy jesteśmy w stanie wyobrazić
sobie wszystko! Nie wiem, na jakiej podstawie A. Forgione pisze o kardynałach
wysłanych do Chinon: "papież powołał specjalną delegację złożoną
ze swych trzech najbardziej zaufanych kardynałów (sic!), wśród których
znajdował się jego bratanek (?) Beranger Fredol, wybitny kanonista, który
nadużycia Inkwizycji znał z własnej obserwacji".
Pominę parę kolejnych "kwiatków" i
przejdę do konkluzji, do której dochodzi Adriano Forgione. Pisze on, cytuję:
"Chociaż postępowanie Klemensa V było w opozycji do dominującego
nurtu historiografii zakonu Świątyni (?), treść odkrytego dokumentu ukazuje
go w nieco bardziej pozytywnym świetle. Również inne materiały historyczne
potwierdzają taką opinię, czego dowodzą prace Edith Pazstor i Agostino
Paravicini Bagliani, znanych badaczy historii papiestwa, którzy postulują,
że przyjęty za prawdziwy obraz Klemensa V jako papieża słabego, zdominowanego
przez francuskiego króla, powinien ustąpić na rzecz wizerunku papieża
- dyplomaty, kanonisty dysponującego ogromną wiedzą, który potrafił działać
rozważnie i w sposób przemyślany w tym jednym z najtrudniejszych dla Kościoła
Rzymskokatolickiego okresów historii".
Pozostając pod wrażeniem pracy Agostino Forgione
i nie zmieniając konwencji dołożę krótkie wyjaśnienie całego zamieszania.
Zjednoczona Europa pławi się w dobrobycie, poziom wzajemnej tolerancji
narodów, wyznań i orientacji osiąga szczyty, w niepamięć idą grzechy,
nawet te niewybaczalne. Rozprzestrzenia się moda na wzajemne przepraszanie
się wszystkich ze wszystkimi. Przepraszają Niemcy Polaków, Polacy Żydów,
Niemcy Anglików i odwrotnie, Włosi z północy przepraszają Włochów z południa
i.t.p. Najwyższym zaś osiągnięciem w dziedzinie przeprosin są przeprosiny
papieża za Inkwizycję.
Nadeszła wiekopomna chwila, aby przeprosić templariuszy.
Jak to uczynić? Trzeba pani doktor podrzucić "zaginiony dokument",
w którym czarno na białym stoi, że są oni niewinni. To nie wszystko. Dokument
ten musi całkowicie oczyścić z przylepionego doń błota Klemensa V. Może
go nawet kanonizujemy? Templariuszy można już przeprosić, o zrabowane
mienie nikt się nie upomni...
A teraz poważnie. Jak twierdzi dr Barbara Frale,
z odkrytego przez nią dokumentu wynika, że papież Klemens V "umiejętnie
i wytrwale" realizował własny plan. Miał mu on zapewnić możliwość
przesłuchania dygnitarzy zakonu, a w konsekwencji uwolnienia ich z zarzutów.
Nie udało mu się tego dokonać. Papież Jan Paweł II wystąpił niedawno do
świata islamskiego z prośbą o wybaczenie zbrodni popełnionych w czasie
krucjat. Odkrycie tak ważnego dokumentu może naprawdę przyczynić się do
złożenia templariuszom przeprosin, ponieważ Kościół będzie musiał zająć
stanowisko w tej bulwersującej sprawie.
tekst: Marian Anklewicz
1. Dr Barbara Frale, historyk, pracownik naukowy Watykańskiego
Instytutu Paleografii;
2. M.Melville, Dzieje Templariuszy, Warszawa 1991.
3. M.Barber, Templariusze, Warszawa 2000.
4. R.Pernoud, Templariusze, Gdańsk 1996
5. M.Bauer, Templariusze. Mity i rzeczywistość, Wrocław
2003.
6. P.P.Read, Templariusze, Poznań 2004.
|